środa, 18 stycznia 2023

♠️ Raz Ugryziona: Rozdział Pierwszy♠️

Przez kilka pierwszych nocy po przemianie, odkąd Nicole po raz pierwszy obudziła się jako wampirzyca, była wyjątkowo niespokojna, skołowana i podenerwowana. Miała problemy z zapadnięciem w sen, co prawie nigdy się jej nie zdarzało, ale teraz przewracała się z boku na bok, kręciła się i wierciła w łóżku nie mogąc znaleźć komfortowej pozycji w której mogłaby wreszcie odpocząć. Wciąż panowała głęboka noc, a świecące, czerwone liczby cyfrowego zegara stojącego na szafce nocnej wskazywały, że było już dobrze po pierwszej w nocy. 

Czuła pod cienką, delikatną i pękniętą skorupką świadomości ogromny ciężar własnego ciała, a gdy jej powieki wreszcie same  opadły, udało się jej zapaść w płytki męczący, przerywany sen, który wcale nie przyniósł jej ukojenia. Nie spała jednak długo, bo obudziła się zgrzana i zlana potem, z sercem podchodzącym do gardła, bijącym mocno i gwałtownie. To wszystko przez dręczące ją od tych dwóch dni koszmary, w których pojawiały się sterty ludzkich zwłok, bladych trupów, z których wyssano całą krew.

Ukazywały się też twarze najbliższych jej osób, które znała i kochała, ale były one potwornie zniekształcone, ohydne –  o czarnych oczodołach i nieludzkich rysach, wykrzywione w jakimś potwornym drapieżnym grymasie. Gdy tylko na krótką chwilę  spróbowała zamknąć oczy starając odrobinę się odprężyć zrelaksować i odpocząć, przez jej głowę zaczynały przewijać się strzępki, przebłyski i urywki chaotycznych obrazów nieprzedstawiających niczego, co byłaby w stanie zidentyfikować. 

Były to mętne odległe wspomnienia, będące niczym innym jak tylko chaotycznymi i postrzępionymi fragmentami ostatnich wydarzeń. Te retrospekcje były mgliste niewyraźne i wyblakłe, niczym materiał na słońcu pozostawiony przez lata. Roiły się one na krawędzi jej umysłu i mogły być tylko sennym majakiem, ale nadal ją gnębiły, powracając do niej niczym bumerang i sprawiając, że nie mogła się ani trochę uspokoić. Ogólnie rzecz biorąc, w tych wspomnieniach ostatnich wydarzeń panował niezły bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować.

Nieustannie powoli i boleśnie powracało do niej zwłaszcza jedno wspomnienie  – wspomnienie napadu, podczas którego została brutalnie zaatakowana i pobita przez niezidentyfikowanego napastnika. 

Z samego momentu napadu pamiętała bardzo niewiele, zupełnie jakby ktoś wyczyścił jej pamięć i tym samym pozbawił ją tych nieprzyjemnych wspomnień.  

Pamiętała jednak wystarczająco dużo, aby być wręcz zszokowaną faktem, że w ogóle udało się jej przeżyć. Udało się jej przypomnieć sobie, że zanim ją dopadł i chcąc ją pochwycić, niespodziewanie uderzył w tors. Zanim jednak dziewczyna zwalona z nóg przewróciła się na ziemię, usłyszała jego skradające się kroki, przytłumione przez trawę. Zbliżył się do niej cicho i niemalże bezszelestnie, niczym polujący drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary, by zadać ostateczny, śmiertelny cios. 

Cios zadany przez oprawcę był wyjątkowo potężny, toteż ogłuszona straciła równowagę i upadła na brzuch, twarzą skierowaną do dołu, w niewielkim  tylko stopniu amortyzując upadek rękami. Niemal paraliżujący i odbierający zdolność racjonalnego analizowania strach sprawił, że jej serce przyspieszyło rytm i zabiło mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Płuca palące niczym ogień nie pozwoliły na zaczerpnięcie choćby płytkiego oddechu, wobec tego jakiś czas leżała nieruchomo, kompletnie milcząca i bezradna. 

Wydała z siebie cichy z trudem powstrzymywany pisk, gdy jego dłoń chwyciła ją za długie lśniące włosy, skręcając je niczym powróz i krzyknęła, gdy gwałtownym i brutalnym szarpnięciem podnosi ją. Próbowała się bronić, szarpała się usiłując wyrwać z jego żelaznego uścisku, ale był wręcz niewiarygodnie silny.

Zaraz potem poczuła ostry, piekący ból w okolicy szyi przypominający użądlenie osy, który narastał coraz bardziej. Miała wrażenie że ktoś gryzie ją w kark; ostre zęby przecięły skórę i poczuła krew spływającą po piersiach z przerażającą szybkością. Rozerwał jej skórę i mięśnie z brutalną gwałtownością wygłodniałego zwierzęcia, ale nie miał czasu na pożywienie się. 

Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przestał i odskoczył od niej, a po chwili uciekał już między budynkami, jakby coś lub ktoś go spłoszyło. Bardzo ostrożnie podniosła rękę do rany na karku i poczuła lepkie ciepło i wilgoć. Jej wzrok był zamglony, ale widziała krwistoczerwoną plamę na palcach wystarczająco wyraźnie. Jej pole widzenia zwężało się i ciemniało, jakby oczy same się zamykały. 

~~~ *** ~~~

Zupełnie nie pamiętała chwili, w której obudziła się  powoli, niepewna co ją zaniepokoiło i wyrwało gwałtownie z płytkiego i nerwowego snu, w który zapadła dopiero wtedy, kiedy zbliżał się blady świt. 

Momentowi przebudzenia się towarzyszyły emocje takie jak zaskoczenie  i zagubienie mieszające się z dezorientacją, bo początkowo nie potrafila przypomnieć sobie, gdzie się znajdowała, jak tutaj trafiła, ani co działo się z nią wcześniej. Była świadoma tylko tego, że leżała w łóżku szczelnie okryta miękkim i puszystym kocem, opierając głowę, która wydawała się dziwnie ciężka, niczym ołów na mokrej od łez przesiąkniętej na wylot  poduszce. 


W tej chwili leżała bez ruchu kilkadziesiąt minut, otulona smutkiem, który czuła gdzieś w głębi duszy, gdy rozmyślała nad swoją niepewną przyszłością, która rysowała się przed nią w czarnych barwach i wyjątkowo beznadziejną oraz nieciekawą sytuacją, w której się znalazła. Wciąż nie przestawała się nad sobą użalać, czując jak ciepłe strużki łez, opuszczają jej oczy i płyną po policzkach, by powoli wsiąkać w przemoczoną na wylot wątłą poduszkę obleczoną w białą poszewkę. 


 Musiał być wczesny poranek, bo przez opuszczone do połowy żaluzje w oknie wpadały pierwsze ciepłe, cienkie i słabe promienie porannego słońca. Regularne prążki światła słonecznego odbijające się na ścianach i suficie, ukośnie tnące pokój na niemal idealne połowy pokrywały pomieszczenie równymi jaskrawymi paskami światłocienia. Wciąż zaspana, nie do końca świadoma i półprzytomna nie rozbudziwszy się jeszcze całkowicie ze snu usiadła powoli na łóżku i ostrożnie się przeciągnęła. 


Czuła się wyczerpana, osłabiona i nadal odczuwała ból w każdej części ciała.  Właściwie to była całą masą bólu i przez jedną chwilę wciąż była pewna, że cierpiała z powodu paskudnej grypy, która doprowadziła ją do tego stanu i przez którą musiała przebywać na tygodniowym zwolnieniu lekarskim. Jej klatka piersiowa unosiła się powoli i opadała; oddychała szybko i płytko jakby była zasapana, a w skroniach pulsował tępy ból będący zapowiedzią migreny. 


Jej oddech był płytki urywany, płuca paliły ją żywym ogniem przy każdym zaczerpnięciu powietrza. Przed oczami Nicole zaczęły tańczyć czarne plamki, pojawiły się mroczki. Krew mocnymi falami napływała jej do głowy, co sprawiało, że odczuwała zawroty.  W dodatku odczuwała wyjątkowo nieprzyjemną suchość w gardle, przez co miała wrażenie, jakby język przykleił się jej do podniebienia. Jej język był suchy niczym rzemienny pas i szorstki jak papier ścierny, oblizała jego koniuszkiem spieczone wargi, ale to niewiele pomogło.


Zignorowała  potrzebę własnego ciała, które z jednej strony domagało się  wypoczynku i regeneracji, ale z drugiej strony wyrażało pragnienie, którego nie zrealizowałaby, gdyby nadal leżała w łóżku. W pewnym momencie uznała, że powinna odrobinę podciągnąć żaluzje do góry, aby wpuścić do pokoju znacznie więcej światła słonecznego, żeby jeszcze bardziej rozświetlić pomieszczenie.  Gdy wreszcie wycieńczona Nicole stanęła na nogi i zrobiła kilka niepewnych kroków w kierunku okna poczuła się dziwnie słabo, tak słabo, że zaczęła rozważać porzucenie tego przedsięwzięcia. 


Skąd przyszedł jej nagle do głowy tak absurdalny i glupi pomysł, aby odsłonić okno – nie miała pojęcia, ale z praktycznie zerowym doświadczeniem bycia wampirem – bo jedynie kilkoma dniami za pasem, nadszedł czas, aby doświadczyła tej uciążliwej, małej wrażliwości charakterystycznej dla tych demonicznych istot obecnych w ludowych podaniach i mitach w wielu kulturach –  ostrej reakcji alergicznej na światło słoneczne. 


Podeszła do okna sięgnęła  ręką i chwyciła plastikową końcówkę sznurka, którym podnosiło się i opuszczało żaluzje; podniosła je, ale tylko odrobinę. Gdy tylko to zrobiła pojedynczy promień słońca uderzył ją, igrał na odsłoniętej i wystawionej na nadmierną ekspozycję skórę  twarzy i przedramion. Oczywiście przez pierwsze kilkanaście sekund nie działo się nic, co mogłoby ją zaalarmować i zaniepokoić, chociaż uczucie jakiego doświadczyła, gdy podciągnęła żaluzje było bardzo nieprzyjemne.


 Na początku po prostu poczuła zwykle ciepło, które stawało się coraz gorętsze i intensywniejsze, aż wreszcie zaczynało niemiłosiernie parzyć. Wrażenie było takie, jakby chwyciła obiema rękoma z niewłaściwej strony elektryczną lokówkę podłączoną do prądu, ale natychmiast wzrastało do niezmierzonych rozmiarów bólu. Miała wrażenie, że wrzątek lub gorący olej lał się na jej dłonie, gołe przedramiona i twarz; skóra od razu zaczynała się silnie i intensywnie czerwienić. Nabrzmiewała i złuszczała się, przybierając perłowo białe zabarwienie. Do tego od razu przedramię pokryło się się bolesnymi  małymi bąblami i pęcherzami wypełnionymi płynem surowiczym o żółtawym kolorze. 


Wydała z siebie krótki zduszony krzyk pełen przerażenia, który brzmiał jak jęk, nogi miała jak z waty, miękkie w kolanach. Zachwiała się, odeszła od okna cofając się i puściła linkę; żaluzje zatrzymały się ukośnie na oknie. 


– Au! – pisnęła – Co do kur... 


 Wciąż oszołomiona i zszokowana gryzącym piekącym i paraliżującym bólem, będącym niczym użycie wiertła na paznokciu usiadła na brzegu łóżka. Miała wrażenie, że światło było ciężką materią, która trafiła jej ciało odpychając ją od siebie i wbijając w nią swoje pazury niczym wygłodniały lew. Nie miała w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby spojrzeć na swoje poparzone przedramię i dłonie. 


Dopiero po upływie dłużej chwili zorientowała się, że nie tylko doznała poważnych oparzeń, ale też z nosa ciekły jej  strużki dwie bliźniacze strużki ciepłej ciemnoczerwonej krwi, torującej sobie drogę i zmierzającej wolno w stronę górnej wargi. Z uszu natomiast sączyła się jakaś maź o żółto białym kolorze, mająca nieprzyjemny zapach i zabarwiona krwią, tak rzadką, że wyglądała jak zabarwiono na różowo woda. 


Nieoczekiwanie Nicole wstała, szlochając i łkając spazmatycznie z ostrego bólu płynącego z przedramienia i policzka, który pulsował  dojmującym bólem, poszła do łazienki. Przyciskała ranną rękę do klatki piersiowej, niczym pies zranioną łapę. Wciąż czuła nieprzyjemne swędzenie, pulsowanie, przechodzące w ostry ból przypominający chodzenie po rozżarzonych węglach z siedmioipółcentymetrowymi gwoździami wbitymi w stopy.


 Weszła do łazienki zamykając za sobą drzwi, zaluzja w oknie była zaciągnięta, przez co światło dzienne nie docierało do pomieszczenia. Kiedy stanęła przed łazienkowym lustrem wiszącym nad umywalką przyglądając się swojemu odbiciu, tylko jęknęła żałośnie. Nie potrafiła przez dobry moment zupełnie się rozpoznać – wyglądała doprawdy strasznie, niczym potwór rodem z hollywodzkiego horroru. Prawa strona jej twarzy swędziała, była zaczerwieniona i opuchnięta, pokryta wysypką – setkami małych czerwonych plam, pęcherzyków z wysiękiem wypełnionych płynem. Ale to wcale nie było najstraszniejsze – jej poparzone przedramię wyglądało o wiele gorzej. 


Odczuwała silny ból, skóra była zaczerwieniona,  miejscami perłowobiała, a nawet brunatna z wyraźnymi białymi plamami i pęcherzami, pojawił się też obrzęk skóry i miejscowy duży stan zapalny.   Skóra stała się sucha i twarda, pozbawiona elastyczności,  co uniemożliwia zagięcie skóry w normalny sposób. Zaczynały też powstawać biało szare strupy, zwęglona  skóra zaczynała się złuszczać, a w dodatku włoski w miejscu oparzenia odchodziły z łatwością.


Poczuła piekący, nieubłagany ból, jakby jej skóra płonęła. Skóra była nie tylko czerwona, ale wściekła, jak nagrzany piec, z plamami bladej bieli i obszarami ciemnobrązowymi, naznaczonymi bolesnymi białymi pęcherzami. Zapalenie zamieniło otaczającą skórę w spuchnięte, wściekłe morze zaczerwienienia. Jej niegdyś elastyczna skóra była teraz sucha i twarda, pozbawiona naturalnej elastyczności, co sprawiało, że nawet najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Tworzenie się biało-szarych strupów przypominało makabryczną mozaikę, a zwęglona skóra odpadała w postaci kruchych, popielatych płatków, odsłaniając pod spodem surowe, delikatne mięso.


Nicole stała tam, drżąc, a jej odbicie w lustrze w łazience było niepokojącym przypomnieniem jej nowej rzeczywistości. Patrzyła na swoją opuchniętą twarz i pęcherze na przedramieniu, a jej oczy były wypełnione mieszaniną strachu i determinacji. Sięgnęła po ręcznik wiszący na pobliskim wieszaku i mocno go ugryzła, zaciskając zęby z bólu. 


 Nicole powoli wyciągnęła drżącą rękę w stronę jednego z pęcherzy na przedramieniu. Z chorobliwą fascynacją patrzyła, jak kropelka żółtawego płynu wypływa i lśni w ostrym świetle łazienki. Jej palce zawahały się zaledwie kilka centymetrów od skóry.

Z głębokim oddechem i niepewną determinacją przycisnęła palce do pęcherza, powodując jego pęknięcie. Wypłynęła mieszanina przezroczystej surowicy i krwi. Gdy  Metaliczny zapach krwi wypełnił małą łazienkę, wywołując bolesny ucisk w żołądku, poczuła, że coś zaczyna się z nią dziać. 


Uczucie, którego właśnie doświadczała Nicole było dla niej czymś zupełnie nowym i niespodziewanym, więc dziewczyna zupełnie nie rozumiała, co takiego w tamtej chwili się z nią działo. Natomiast była świadoma jednej, jedynej rzeczy – że oto z pewnością działo się z nią coś niedobrego. Prawie straciła oddech i aż sapnęła zupełnie zaskoczona, kiedy poczuła, jak ból intensywnością podobny do tego, który jeszcze nie tak dawno trawił jej ciało, podczas gdy ona wiła się w agonii w trakcie przemiany, pojawił się gdzieś w okolicach żołądka.


To było zupełnie zdumiewające i obezwładniające doznanie zwłaszcza, że w ciągu kilku uderzeń jej serca kompletnie zmienił on swój charakter. Teraz przerodził się w ogień, który najpierw ogarnął dolne kończyny, docierając aż do czubków palców u stóp. Potem bardzo szybko przeniósł się na górne, co spowodowało, że dziewczyna mimowolnie zacisnęła palce w pięści, z taką siłą, że paznokciami poraniła wnętrze dłoni do aż krwi.


Potworny, nieprzyjemny ból nadal promieniował i rozprzestrzeniał się swoim zasięgiem obejmując też jej gardło, które już i tak było wystarczająco podrażnione i suche niczym pustynny piasek. Biorąc płytkie ostrożne wdechy i wydechy przez nos spróbowała przełknąć ślinę, ale nie była w stanie tego zrobić, bo okazało się to zadaniem trudnym do wykonania.


Gardło miała ściśnięte niczym w imadle i w dodatku suche niczym pieprz, jakby maszerowała w wyjątkowo upalny dzień po pustyni Sahara. Ponownie spróbowała powtórzyć tę skomplikowaną czynność, ale mięśnie w jej krtani nie chciały współpracować i skończyło się tym, że musiała odchrząknąć. Czuła się zdezorientowana i skołowana, w uszach słyszała szum własnej krwi, będący niczym odgłos morskich fal uderzających o brzeg.


Jej dziąsła były mocno nadwrażliwe na dotyk, opuchnięte, a także obolałe. W dodatku, kiedy delikatnie przesunęła po nich koniuszkiem języka wyczuła po obu stronach, tam gdzie znajdowały się górne trójki lekkie zgrubienie, coś w rodzaju guzka. Czuła w tamtym miejscu dość nieprzyjemne rozpieranie, a także pulsujący ból, podobny podczas noszenia stałego aparatu ortodontycznego.


Wsadziła palec wskazujący do ust, badając stan swojego uzębienia i zorientowała się zaniepokojona, że jej górne trójki są jakby nieznacznie wydłużone. Bolały ją korzenie zębów, dziąsła nadal dotkliwie swędziały, a szczękę przeszył dotkliwy spazm, kiedy jej ludzkie kły wydłużyły się boleśnie. Nagle całą jej uwagę skupił jakiś dziwny dźwięk, którego źródła na początku nie potrafiła zlokalizować.


Usłyszała szybkie, płytkie, podwójne dudnienie bębnów i z lekkim opóźnieniem zdała sobie sprawę, że to były uderzenia jej własnego serca. Co gorsza gdy jej uszy wychwyciły ten specyficzny odgłos, poczuła nagły, ostry ból górnej szczęki i miała wrażenie, jakby coś się wysunęło i poruszyło się w jej ustach. Oszołomiona nagłym bólem Nicole otworzyła usta i odnalazła je z łatwością, ostrożnie przesuwając wzdłuż nich opuszkiem palca wskazującego.


– O Boże! – westchnęła, natrafiwszy na pół centymentrowej długości kły. Zawstydzona tym odkryciem, które dla niej same było dość szokującym faktem zasłoniła usta dłonią, jakby się wstydziła. Widok własnego odbicia ponownie wręcz zmroził jej krew w żyłach i sprawił, że włoski na karku stanęły dęba.


Chociaż Nicole nigdy nie nosiła kolorowych szkieł kontaktowych, to niebieskie tęczówki jej oczu przybrały dziwnym sposobem srebrny odcień, będący niczym odbicie księżyca w tafli jeziora. Jej źrenice czarne jak dziury po pocisku lub węgle były przygasłe i smutne, ale za to tak rozszerzone, że zajmowały całe tęczówki, które były niemal niewidoczne


Przez krótką chwilę zawahała się, próbując wykrzesać w sobie choćby odrobinę odwagi. Wiedziała co zobaczy, ale i tak nie była na to przygotowana psychicznie. Zbierając w sobie wszystkie siły jakie miała i biorąc głęboki wdech, żeby się uspokoić i nie zacząć panikować, otworzyła usta i zobaczyła kły wystające z górnej szczęki.


Jej górne zęby wydłużyły się, koniuszki natomiast stały się dłuższe i ostrzejsze. Były co prawda drobne, ale jednocześnie wystarczająco ostre, żeby przegryźć cienką i delikatną skórę w okolicy szyi albo na nadgarstku. W tamtym momencie tylko jedna myśl pojawiła się w jej głowie, która wręcz odbijała się echem:


,,Mam cholerne kły!"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

♠️ Raz Ugryziona: Rozdział Pierwszy♠️

Przez kilka pierwszych nocy po przemianie, odkąd Nicole po raz pierwszy obudziła się jako wampirzyca, była wyjątkowo niespokojna, skołowana ...